***
- Zapraszam. - usłyszałam głos mężczyzny. Spojrzałam przed siebie, był to Niall, mój psycholog. Zawsze miałam w nim wsparcie, mogłam z nim szczerze porozmawiać, rozumiał mnie...dokładnie mimo tego nienawidziłam go. Nienawidziłam nikogo. Posłałam delikatny uśmiech do mężczyzny i wstałam z krzesła, łapiąc w prawą dłoń moją torbę i podeszłam do gabinetu do którego po chwili weszłam. Usiadłam na sofie, tam gdzie zawsze i spojrzałam na mężczyznę, który po chwili usiadł koło mnie i uśmiechnął się do mnie. Zignorowałam to i wzrok wbiłam w podłogę.
- Demi, mogę wiedzieć czy dzisiaj zażywałaś środki odurzające? - spytał Niall i dłonią podniósł w delikatny sposób mój podbródek i spojrzał w moje oczy. - Źrenice w porządku. Robisz postępy jak widzę.
- Demi, wiem, że jesteś tutaj tylko po to aby być, ale uwierz, że bardzo chcę Ci pomóc. Wiedz, że lubię Cię i nie obchodzi mnie to czy ty mnie lubisz czy nie, ale wiedz, że jestem tutaj by Cię wspierać. Czemu nie możesz ze mną współpracować? - spytał się i przyłożył swoją dłoń do mojej. Poczułam coś dziwnego, nie wiem dokładnie co, ale to było dosyć przyjemne. Szybko zabrałam dłoń i przelotnie na niego spojrzałam.
- Boję się. - szepnęłam, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Mężczyzna podniósł się i ukucnął przede mną, i spojrzał mi w oczy.
- Będę przy tobie i Ci pomogę. Proszę bądź dzisiaj u mnie o 20, pokażę Ci coś, dobrze? W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową i szybko wstałam i bez słowa opuściłam gabinet. Oszalał, i tak nie przyjdę.
No to mamy prolog! Ehh, nawaliłam...wiem, ale dopiero się rozkręcam. Pierwszy rozdział będzie o wiele lepszy, jeśli ci się podoba, obserwuj...czytaj i komentuj! Do następnego!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz